Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

piątek, 12 października 2012

Jamie's Italian (recenzja / review)


Dokładnie dwa miesiące zajęło mi napisanie tej notki. 12 sierpnia, podczas wycieczki do Manchesteru udało nam się zjeść w popularnej restauracji Jamiego Olivera "Jamie's Italian". Lepiej późno niż wcale :)
Rezerwację zrobiliśmy ponad miesiąc wcześniej i prawdę mówiąc bardzo się cieszę z tego powodu, bo wtedy prawdopodobnie byśmy nie dali rady bez niej się obyć.

Restauracja Jamie's Italian znajduje się praktycznie w centrum miasta, na King Street. Spacerując po niej zauważyliśmy wiele innych, równie wykwintnych restauracji. Okolica bardzo malownicza, po części zabytkowa, a co najważniejsze- spokojna i z dala od miejskiego życia. 
Na początku ominęliśmy restaurację, bo jak widać na zdjęciu, napis się skutecznie schował za drzewkami.


Bardzo spodobał mi się fakt, że przed restauracją w doniczce rosły zioła takie jak bazylia, mięta, oregano, liść laurowy, szałwia, rozmaryn i wiele innych. Według mnie, dodawało to uroku i autentyczności miejscu, aczkolwiek mam nadzieję, że to nie stamtąd biorą zioła do potraw ;)


Kolejnym plusem zdecydowanie było menu wystawione przed restauracją. Jako że zarówno ja, jak i S. mamy problem ze zdecydowaniem się na cokolwiek, to mieliśmy nieco więcej czasu do namysłu, i nie musieliśmy się tym razem czuć źle, że kelner czeka na zamówienie, a my nie mamy pojęcia co wziąć ;)


Takiego wyglądu restauracji się nie spodziewałam! Dwa piętra, widok na kuchnię z góry, wysokie sufity, harmonia i ład. Kontrast jasnej i dużej przestrzeni z dość skromnymi i ciemnymi stolikami. Jak dla mnie zdecydowanie na plus.
W czasie naszego pobytu tam (od 17.30 - 19), restauracja nie była zapełniona, ale to tylko dlatego, że to nie była pora Anglików na kolację ;) Dopiero gdy opuszczaliśmy lokal, zauważyliśmy kolejkę ludzi czekających na swój stolik.



Ilość butelek wina wprawiła mnie w oszołomienie. Niestety na zdjęciu widać tylko malutką część. Poza tym 'stoisko' z mięsem sprawiało, że w pewnym sensie poczułam się jak w gospodzie, w której panuje miła, swojska atmosfera, a jedzenie nie jest tylko obowiązkiem między jednym spotkaniem a drugim, ale ucztą, którą wszyscy traktują z szacunkiem.


Jeśli chodzi o obsługę, to byliśmy bardzo zadowoleni. Kelnerka, która nas obsługiwała była bardzo miła i pomocna, ale najważniejsze dla mnie było to, że wiedziała co mówi, z czego składają się poszczególne potrawy i można było bez problemu o składniki, zioła i tym podobne. Zdarzało mi się już, że kelnerzy poza tym jakie potrawy są w menu nie wiedzieli o jedzeniu, jego przygotowaniu i przyprawach nic. W sumie, powinnam była się spodziewać, że w restauracji Jamiego ludzie znają się na swojej pracy, ale i tak było to pozytywne odczucie.


Na przystawkę zamówiliśmy zestaw włoskiego pieczywa. W pudełeczku była: foccacia z rozmarynem, chleb drożdżowy, "music bread", ciabatta i tortano. Do tego była oliwa z octem balsamicznym. Postanowiliśmy wziąć tylko jedną przystawkę, bo znając porcje na wyspach byśmy nie byli w stanie zjeść później niczego więcej. I tak ledwo udało nam się zjeść danie główne, a co dopiero deser..


Jeśli chodzi o napoje, to nigdy nie bierzemy wina- mi jest trudno dogodzić, a S. nie lubi. Za to zamówiliśmy świeży sok z granatu dla mnie i włoskie piwo dla S. Piwo jak piwo, ja tam smakoszem nie jestem ;)


Stoisko z chlebem. Wygląda bardzo swojsko, i szczerze mówiąc z chęcią zabrałabym taki regał do swojej wymarzonej kuchni w przyszłości :)


Na danie główne wzięłam: Fusili z tuńczykiem, z sosem pomidorowym z czosnkiem, ziołami, cynamonem a do tego posypka w formie chrupiącej bułki tartej. Danie było smaczne, ale nie powaliło mnie na kolana i wydaje mi się, że jeśli tam był cynamon, to go w ogóle nie wyczułam :(


S. natomiast wziął pierś z indyka w stylu mediolańskim, czyli z prosciutto i serem fontina. Podane z jajkiem, parmezanem i kiełkami. Prawdziwie po męsku, bo takiej porcji to ja bym nigdy nie dała rady zjeść ;)


Ze spodniami prawie pękającymi na wysokości brzucha skusiliśmy się jeszcze na deser- ja wzięłam tartę migdałową, a S. pokusił się o 'Chocolate & Vin Santo Pot" z biszkoptami o smaku orzechów laskowych i lodami o smaku zabaglione.


Myślę, że dobraliśmy desery, które idealnie pasowały do nas- ja uwielbiam tarty, owoce i orzeźwiające smaki, a S. czekoladę i wszystko co słodkie w ten sposób.


Podsumowując, warto było wybrać się do restauracji Jamie'go i spróbować czegoś nowego. Wiem, że niektóre z potraw z menu można było zobaczyć w jego książkach lub programach telewizyjnych, ale w zupełności mi to nie przeszkadzało. 
Jedzenie było smaczne, poprawne, aczkolwiek nie zaskakujące. Myślę, że jednym z powodów był fakt, że głównie gotuję z kuchni włoskiej i do wielu smaków jestem już w zupełności przyzwyczajona. Aczkolwiek orzeźwienie tarty listkami mięty i dodanie chrupiących kawałków bułki tartej do makaronu bardzo mi się spodobało.
Jeśli chodzi o ceny, to za 2 dania główne, napoje, jedną przystawkę i 2 desery zapłaciliśmy koło 50 funtów. Gdyby to było Aberdeen i tutejsze ceny, to w zupełności inaczej bym to odebrała. Zupełnie przypadkiem mieszkamy w drugim mieście na całych wyspach jeśli chodzi o ceny ('Europejska Stolica Ropy'). Jak na Aberdońskie ceny to było to niewiele- w pierwszej lepszej restauracji musiałabym tyle zapłacić (o ile nie więcej), jednak po spędzeniu kilku dni w Manchesterze zdążyłam się zorientować, że ceny były baardzo wygórowane. Przed te kilka dni udało nam się jeść kolację za ok. 10- 15 funtów na dwie osoby. Z drugiej strony warto zapłacić taką cenę za zjedzenie w restauracji Jamie'go :) Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się jeszcze odwiedzić Fifteen w Londynie :)

11 komentarzy:

  1. Ależ pięknie w tej restauracji ! Zazdroszczę możliwości zjedzenia czegoś tak cudownego w tak pięknym miejscu. Moim marzeniem jest pojechać do restauracji Jamie'go :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bylam w londynskiej. Podobalo sie :) Ceny mniej wiecej takie same. A do 15 tez mam plany zajrzec :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bylam w londynskiej (Westfield). POdobalo sie :) A do 15 tez mam zamiar, ochote i plany zajrzec :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jeszcze w Londynie nie byłam :( ale jak będę to wybiorę się z pewnością do Fifteen! :)

      Usuń
  4. Często jestem w Manchesterze ale w tej restauracji nie byłam jeszcze. Koniecznie do odwiedzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam przepraszam ze tutaj, ale przygotowuję badanie na temat zakupu produktów spożywczych i roli reklamy oraz internetu w tej kwestii. Moja prośba: poświęćcie 3-4 minuty i wypełnijcie ankietę z zamkniętymi pytaniami: http://moje-ankiety.pl/respond-31422.html

    OdpowiedzUsuń
  6. To musi być fantastyczne, znaleźć się w takim miejscu! Bardzo spodobała mi się grafika menu! Jednak mnie cena wydaje się wygórowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niby dużo, ale nie można tego przeliczać na polską walutę, bo wtedy to to już w ogóle ceny z kosmosu ;) dla przeciętnego mieszkańca UK to jest zupełnie zwykła cena :) a że ja biedny student jestem to marudzę :P

      Usuń
    2. Masz rację Dario! Doskonale sobie z tego zdaję sprawę :) Patrzę jednak na to oczami biednego polskiego studenta ;)

      Usuń
  7. Wczoraj bylaw w Aberdeen w restauracji Jamie's Zamowilam danie makaron carbonare,maz spagetti z krabem.
    Na drugi dzien nie poszlismy do pracy,bolal nas brzuch,bylo to zatrucie pokarmowe.
    Nie polecam.
    Tylko naslac na nich sanepid aby sprawdzili w jakich warunkach przechowywuja zywnosc oraz czy data waznosci jest wazna.

    OdpowiedzUsuń