Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

poniedziałek, 22 lipca 2013

Mallorca


Gdy w 2011 spakowałam się w 25kg i wyprowadziłam się z domu na drugi koniec Europy, nie było mowy o cudownych wakacjach nad morzem, zwiedzaniu i wakacjach wypełnionych po brzegi wyjazdami i spotkaniami. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, zajęliśmy się szukaniem mieszkania, pracy i układaniem życia z dala od domu, rodziny i bliskich. Nie zawsze było łatwo, ale w końcu po prawie dwóch latach udało nam się wszystko tak ułożyć, że postanowiliśmy pojechać na nasze pierwsze wspólne wakacje. Celem była Hiszpania, dlatego że lecąc z UK wynosi to zdecydowanie mniej czasu (i pieniędzy) niż np. moja wymarzona Chorwacja czy Lazurowe Wybrzeże. Na ofertę wakacji na Majorce trafiliśmy przypadkiem, a później wszystko potoczyło się już szybko- urlop, zaliczka, przygotowania i zanim się zorientowaliśmy, był czerwiec i trzeba było wyruszyć w drogę.
Najpierw czekała nas podróż z Aberdeen na lotnisko w Glasgow, spędzenie tam nocy, wylot z samego rana i koło 13 byliśmy już zadowoleni w naszym pokoju na 8 piętrze hotelu. Widok był niesamowity, czegoś takiego jeszcze nigdy nie doświadczyłam, więc przeżywałam to jeszcze bardziej. Minęła chwila, a już trzeba się było szykować do powrotu do szarej rzeczywistości w Aberdeen. Dlatego zapraszam Was na migawki z Majorki :)


 To, co mnie zdecydowanie zaskoczyło to była architektura. Zachwyciłam się tym kafelkami z nazwami ulic i często symetrycznymi wzorami. Co więcej, czułam jak styl europejski miesza się z arabskim nadając niepowtarzalny charakter miejscu.

Park w centrum miasta
Postanowiliśmy zwiedzić Palmę na własną rękę, z przewodnikiem zakupionym przed wyjazdem. Zupełnie tego nie żałujemy, bo udało nam się znaleźć ciekawe zakamarki miasta na które mogłoby nie być czasu na zorganizowanej wycieczce. Odwiedziliśmy katedrę (La Seu), pałac królewski (Palau de l'Almudaina), zobaczyliśmy fragmenty murów miasta w stylu arabskim, pozostałości po okupacji Maurów, urząd miasta i targ uliczny Mercat de Santa Catalina. Poza tym udało nam się obejść miasto wzdłuż i poznać miejsca, których nie było w przewodniku.
Widok na katedrę Le Seu
Mały sklepik ze świeżymy produktami schowany w zakamarkach Palmy.
Fragment pałacu królewskiego
Po lewej stronie katedra, po prawej wejście do pałacu królewskiego
Banys Arabs, pozostałości okupacji Maurów
Przedsionek jednego z domów.
Kolejny przedsionek.
Targ uliczny Mercat de Santa Catalina

Nie obyło się bez aspektów kulinarnych. To właśnie w Palmie zjadłam paellę z owocami morza, której się bardzo bałam, ale zupełnie niepotrzebnie. Znowu się okazuje, że owoce morza wcale nie są takie straszne jak się to wydawało, a nawet mi zasmakowały (łącznie z krewetkami, co jest wielkim sukcesem). Z chęcią spróbuję ją sama zrobić i się podzielę z Wami przepisem ;)


Co więcej, udało nam się zwiedzić jeden z najbardziej znanych cukierni i zakupić kilka słodkości. La Pajarita oferowała chyba wszystko co łakomczuchy sobie mogą wymarzyć. My wyszliśmy z paczuszką przeróżnych regionalnych słodkości ;)


Na jeden z ostatnich dni, postanowiliśmy się wybrać na zorganizowaną wycieczkę do Sa Calobra i Port Soller. 


Droga do Sa Calobra wiodła przez góry, uliczki były strome i wąskie. Byłam pełna podziwu jak autobusy sobie z tym radziły, bo wiem, że dla samochodów nie była to najłatwiejsza trasa. Wtedy cieszyłam się, że postanowiliśmy postawić na wycieczkę autokarową, a nie wypożyczać samochód, bo nie byłoby szansy żebym sobie poradziła mając tak małe doświadczenie. Co więcej mogliśmy spokojnie robić zdjęcia bez obawy co się dzieje na drodze.

Niemniej jednak, widoki po drodze były przepiękne i zapierały dech w piersiach. Góry, morze, wysokości, to coś co bardzo lubię, więc ich połączenie było dla mnie idealne. Jedynym minusem był przewodnik, którego znajomość angielskiego była tak znikoma, że gdyby nie moja znajomość francuskiego, to ani ja ani S. nie dowiedzielibyśmy się niczego. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo wydawało mi się, że łatwiej będzie się na Mallorce porozumieć po angielsku niż po francusku czy niemiecku. Nic bardziej mylnego :(



W Sa Calobra jest więcej restauracji i atrakcji niż gospodarstw domowych. Nic dziwnego, bo lokalizacja nie należy do tych, których zaopatrzenie jest najłatwiejsze, ale widoki są niezastąpione i to właśnie z turystyka napędza to miejsce. 

Malutki port w Sa Calobra
W Sa Calobra można się zapomnieć, zrelaksować i odrzucić wszystkie troski na bok. Góry, morze, przepiękne widoki, skały i spokój to coś czego niejeden turysta poszukuje na wczasach. 

Ile bym dała, żeby mieć tam własny jacht i spędzać tam wakacje.. ;)


Plaża, do której dojście jest wyznaczone przez tunele w skałach.
Następnym przystankiem było Port de Sóller, do którego dostaliśmy się z Sa Calobra małym statkiem. Czas podróży to ok. 45min w pełnym słońcu, dlatego postanowiliśmy się schować w środku i być może dzięki temu udało nam się uniknąć udaru słonecznego. Mimo wszystko zrobiliśmy wiele zdjęć z rejsu i zacumowaliśmy w Port de Sóller punktualnie.


W Port de Sóller spędziliśmy około godzinę, czekając na przejażdżkę starą kolejką w stronę Sóller. W tym czasie udało nam się zrobić kilka zdjęć, znaleźć jakieś przekąski i odpocząć. Miasto zachwyciło mnie chyba jeszcze bardziej niż Palma, gdyż było spokojne, ale na swój sposób pełne atrakcji, z niesamowitą plażą, małymi (ale nie kiczowatymi) sklepikami. Żałuję tylko, że spędziliśmy tam tak mało czasu. Może następnym razem się uda ;)


Sklepik z ręcznie robionymi pamiątkami
Ostatnim etapem była podróż do Sóller, w małej, starej kolejce, która miała być atrakcją. Potraktowaliśmy ją z przymrużeniem oka, bo jadąc czuliśmy się dokładnie tak samo jak w starym pociągu PKP, były dźwięki szyn 'tutu tutu' i dziwnie otwierające się okna. Z Sóller pojechaliśmy inną kolejką przez góry w stronę Palmy, ale gdzieś za miastem Buyola zabrały nas autobusy z powrotem do ośrodka.


A na koniec.. My! ;)

Jedno z niewielu wspólnych zdjęć :)

3 komentarze:

  1. Super wyprawa! Oglądając zdjęcia aż chce się tam pojechać :)
    Nie dziwię się, że taki wyjazd cieszy..!

    OdpowiedzUsuń
  2. och pięknie, za oknem szaro,a tu tak słonecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. pozazdrościć wyprawy :) poczułam słońce i wakacje, dzięki !!

    OdpowiedzUsuń